Friday, July 28, 2017

Rok w USA. Year in the USA.

PL

Wczoraj, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu i niedowierzaniu, otrzymałam dość dziwną i niespotykaną propozycję z pewnej międzynarodowej szkoły językowej, a mianowicie - zaproponowano mi roczny wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Okrągłe dwanaście miesięcy w bajecznej Kalifornii. Słońce, plaża, ocean, wypoczynek, zwiedzanie, a do tego kurs językowy kończący się certyfikatem uznawanym na najlepszych uczelniach świata. Nowe doświadczenia, nowe znajomości, nowe horyzonty... Amerykański sen, który właśnie spełnia się na jawie. Żyć nie umierać.
Można by pomyśleć, że tylko głupi by nie skorzystał. Przecież to oferta nie do odrzucenia. Szczyt marzeń. No tak. Oczywiście, dla wielu taki wyjazd to szczyt marzeń. I w moim przypadku też tak było. Właściwie od kiedy pamiętam, byłam zapatrzona w Amerykę jak w obrazek. Czytałam o niej, szukałam informacji, rozmyślałam, jak by to było się tam znaleźć, a najlepiej zamieszkać na stałe i nigdy nie wracać. Gdybym tę samą propozycję dostała jeszcze rok temu, nie zawahałabym się ani chwili, tylko skakała z radości pod sam sufit, nie wierząc, że akurat ja. A teraz, w chwili obecnej... Nie. To nie dla mnie, moje plany zmieniły się o 180°, znalazłam swoje miejsce na ziemi, miejsce, gdzie jestem szczęśliwa i bezpieczna, gdzie chcę zostać jak najdłużej... Moją małą wyspiarską oazę spokoju... I nie są to Stany. Przez całe lata marzyłam o USA, a teraz, kiedy okazja do takiego wyjazdu przyszła do mnie sama, jak na ironię - ja tego nie chcę, a nawet nie wyobrażam sobie wylotu i spędzenia w tym miejscu, z jednej strony tylko, a z drugiej aż, całego roku. Może i brzmi to głupio i irracjonalnie, jak rezygnowanie z prezentu od losu, z szansy, która może się już więcej nie powtórzyć, ale cóż, taka prawda.


Uwaga: Jeśli chcecie coś mi przekazać, napisać co myślicie o mnie, o moim blogu, co Wam się podoba, co nie lub zadać pytanie, na które wkrótce odpowiem na snapie, a nie chcecie robić tego w komentarzu, tylko wolicie w pełni anonimową opcję - zapraszam tutaj:
magdaleneanne.sarahah.com

Czekam na Wasze wiadomości :)


ENG

Yesterday, to my great surprise and disbelief, I received a bit strange and unusual proposal from one of the international language schools, that is - an one year travel to the United States was offered to me. Twelve months in fabulous California. The Sun, beach, ocean, relaxation, touring, and in addition language course ending with the certificate appreciated at the best world universities. New experiences, new friendships, new horizons, everything new... American dream which is just coming true in reality. This is the life!
One could think, that only stupid wouldn't take it. After all it's an offer not for the rejection. Someone's biggest dream. Yeah. Of course, for many people such a travel is the greatest dream. And in my case it was also the same. Actually since when I remember, I only had eyes for America. I read about it,  I searched for information, I wondered, how would it be to be there, and best to stay forever and never come back. If I got the same proposal even one year ago, I wouldn't hesitate neither a moment, but instead jumped up and down for joy up to the ceiling, not believing, that I was chosen. And now, at present... Not. It's not for me, my plans changed about 180°, I found my place in the world, place, where I am happy and safe, where I want to stay the longest as only it's possible, maybe forever... My small island oasis of peace... And these aren't United States. For many years I dreamt of the USA, and now, when the chance for such a travel came to me without doing anything, ironically - I don't want it, and what's more I can't imagine to take-off and stay in that place - from one side only, and on the other much - entire year. Maybe it sounds stupidly and irrationally, as rejection of the gift from the fate, the chance which can never come again, but well, this is the truth.


Attention: if you want to tell me something, write what you think about me, about my blog, what you like, what you don't like, or ask me the question which soon I will answer on Snap, and you don't want to do it in the comment, but you prefer the fully anonymous option - I'm inviting here:
magdaleneanne.sarahah.com

I'm waiting for your messages :)


55 comments:

  1. W sumie to nie sztuka korzystać, tylko przemyśleć wszystko na spokojnie by rozpatrzyć wszystko za i przeciw. A że ty masz już miejsce na ziemi to nie musisz stresować się nowym miejscem i czy język szybko podszkolisz w nowym miejscu. Tak naprawdę dużo może i wylatuje do USA ale i też wraca bo coś się nie spodobało czy też nie poradziło itd. Super za odwagę powiedzenia nie.

    Powodzenia w tej oazie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz rację. Kiedyś Ameryka była marzeniem mojego życia, a teraz... Mam Grecję. Angielski mam na wcale nie takim złym poziomie, za to teraz do perfekcyji opanowuję Grecki. Zresztą mam wiele ważnych powodów, które zatrzymały moje serce w Grecji, a nie w innym kraju...

      Delete
  2. OMH, gdybym ja dostała taką szansę, nie wahałabym się ani chwili!
    Ale z drugiej strony rozumiem cię!
    Ale i tak mega zazdroszczę, mnie by nigdy do czegoś takiego nie wybrali. Mój angielski... ekhem... ekhem hahhah


    Trzymaj się!
    xpunkrockgirl

    http://xpunkrockgirl.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aj tam, Twój angielski na pewno nie jest aż taki zły! No a jeśli o mnie chodzi... Wiele osób nie potrafi zrozumieć, dlaczego wybrałam tak, a nie inaczej.

      Delete
  3. Bardzo chciałabym wyjechać do USA,bardzo zazdroszczę.

    ReplyDelete
  4. Rób to co uważasz za dobre dla Ciebie :) Ale ciekawe, że tak diametralnie Ci się odmieniło :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No niestety, serce nie wybiera, a moje zaprowadziło mnie zupełnie w inne miejsce... :)

      Delete
  5. Przygoda życia :) fantastyczna wyprawa :).

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak... Wyprawa życia, której nie będzie, a przynajmniej nie teraz ;)

      Delete
  6. Pamiętaj, że lepiej żałować ze sie cos zrobiło, niż ze sie czegos nie zrobilo, a nie wykorzystanej szansy nie da sie cofnąć. Uwazasz ,ze nie chcesz jechac bo znalazlas swoje miesce na ziemi i dobrze sie w nim czujesz ale kto nie ryzykuje nie pije szampana. Moze sie okazać ,ze nie nalezysz do malej wyspy ale do Kalifornii i moze tam bedziesz sie spelniac :)
    Spedzilam 10 dni na Manhatannie a zakochana jestem w Alasce i licze, ze gdy juz zakoncze studia to moje wyksztalcenie bedzie tam porządane :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kto nie ryzykuje nie pije szampana... Wiesz, ja już bardzo dużo zaryzykowałam wybierając jako miejsce do życia Grecję, a nie szarą Polskę, w której się wychowałam. Nie wykluczam, że nigdy nie odwiedzę Stanów, bo jest taka możliwość, ale nie chcę spędzać tam teraz samotnie roku, kiedy ta oferta obejmuje tylko jedną osobę. Gdybym mogła kiedyś skorzystać z drugą połówką, wtedy chętnie, ale teraz... Nie chcę się separować, bo moje życie osobiste tylko by na tym w takiej opcji ucierpiało.

      Delete
  7. Świetny wpis, dokładnie, każdy ma swoje własne zdanie, jeżeli nie ma aż ochoty jechać, to otwarcie powiedz nie ;) Ja tez bym na twoim miejscu odrzuciła:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję, że post Ci się podoba i za zrozumienie ;)

      Delete
  8. Rozumiem Cię i nie rozumiem Cię. To ogromna szansa, która nigdy może się nie powtórzyć i może warto jeszcze to przemyśleć. Rozumiem, że plany Ci sie zmieniły ale rok to nie wieczność. Za rok byś wróciła do swojego miejsca na ziemi i z certyfikatem

    ReplyDelete
    Replies
    1. Owszem, z jednej strony to jest ogromna szansa, ale z drugiej dla mnie to byłaby wieczność. Sama w USA, rozdzielona na dwa kontynenty z tym, co najważniejsze... A ten sam certyfikat można zrobić w ambasadzie / konsulacie.

      Delete
  9. doskonale rozumiem. Pobyt tam jest super, ale samemu, bez nikogo- to już nie jest takie super

    ReplyDelete
  10. Ja bym pewnie podjęła podobną decyzję z tego względu, ze to tutaj mam przyjaciół, rodzinę i chłopaka i nie wyobrażam sobie rzucić wszystkiego i wyjechać na rok :)

    KLAUDIALISIECKA BLOG - KLIK

    ReplyDelete
    Replies
    1. Właśnie, ja mam to samo. O tyle o ile rodzina i przyjaźń niewiele by doznała zmian, o tyle związek MIĘDZYKONTYNENTALNY pomiędzy Europą a Ameryką, byłby straszną udręką, tęsknotą i niewiadomo jak to by się skończyło dla nas obojga, bo odległość odległością, ale w przypadku tak dużej odległości i różnicy czasu kilkunastu godzin + byciu na swego rodzaju kontrakcie z mojej strony, zachowanie uczucia w nieskazitelnym stanie, w tak ograniczonym ze względu na strefy czasowe i kolosalne odległości pomiędzy kontynentami, częsty kontakt byłby maksymalnie utrudniony, a jakiekolwiek odwiedziny nie wchodziłyby w grę... Nie chcę takiego czegoś. Za duże obciążenie.

      Delete
  11. Hmm znając mnie i tak bym pojechała, by przeżyć coś innego.

    Powodzenia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Każdy potrzebuje czegoś innego i podejmuje inne wybory, każdy ma swoją sytuację życiową taką, a nie inną.

      Delete
  12. Każdy ma inne zdanie. Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz żałować tej decyzji. Ja chciałabym mieć taką możliwość ale gdybym ją miała.. nie wiadomo jaka byłaby moja odpowiedź! Możliwe, że też bym nie skorzystała! Pozdrawiam
    http://s-busz.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie, też nie wiesz, jak byś wtedy postąpiła. Ja osobiście mam przeczucie, że nigdy nie będę tego żałować.

      Delete
  13. Wow ! Gratulacje to dla ciebie wielka szansa :)Wczoraj u mnie na blogu pojawił się nowy post więc jeśli masz ochotę obejrzeć moje zdjęcia to z chęcią zapraszam :)http://malykawalekmnie.blogspot.com/2017/07/clouds.html

    ReplyDelete
  14. Gratulacje. Powiedzieć stanowcze NIE, to sztuka. Tym bardziej, że jest ono skierowane do wyblakłego marzenia.
    Pozdrawiam.

    ipstryk26.blogspot.com

    ReplyDelete
  15. Ludzie się zmieniają więc nic dziwnego ;) W takim razie życze Ci tego spokoju jeszcze więcej niż masz tam gdzie jesteś i dużo szczęśliwych chwil ;)
    Zapraszam do mnie 13hacks.blogspot.com

    ReplyDelete
  16. Gratuluje świetnego bloga.
    Chętnie podejmę z Tobą współpracę.
    Proszę o kontakt na maila:
    info@paywin.pl

    ReplyDelete
  17. USA marzenie *.* Świetny post !! ;))

    ReplyDelete
  18. Gratuluje ;* Świetny blog !

    ReplyDelete
  19. Zazdroszczę Ci. Ja jestem zakochana w Brazyli i chciałabym kiedyś się tam wybrać. Miłego dnia. Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. W takim razie życzę Ci, żebyś kiedyś zrealizowała swoje marzenie i wyjechała do Brazylii.
      Również pozdrawiam i życzę miłego wieczoru :)

      Delete
  20. Jejku to wspaniała propozycja i aż żal nie skorzystać. Ja zawsze byłam zapatrzona w Londyn i po tylu latach marzeń o wyjeździe, już za tydzień stanę na londyńskiej ziemii. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gratuluję :) Tylko wycieczka, czy już na stałe? Oby Ci się podobało :)

      Delete
  21. Ja pewnie bym skorzystala z takiej propozycji, haha, ale najwazniejsze, zebys robila to czego pragniesz i w odpowiednim miejscu!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Swoje odpowiednie miejsce już znalazłam. :)

      Delete
  22. Pozazdrościć. Jedynie co mogę Ci życzyć to udanej wyprawy. Ja w przyszłości zamierzam wyjechać do krajów Azjatyckich i je zwiedzić, a potem prawdopodobnie zamieszkać w Japonii :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ehh... Ty chyba nie przeczytałaś tego posta nawet w połowie, skoro życzysz mi udanej wyprawy...

      Delete
  23. Uważam, że najważniejsze że teraz nie żałujesz! I jesteś szczęśliwa. Czasem warto wszystko przemyśleć niż podejmować pochopnie decyzje :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jestem szczęśliwa i niczego nie żałuję, a decyzja została podjęta świadomie :)

      Delete
  24. Trzeba wszystko przemyśleć, chodź propozycja bardzo fajna. Ale najważniejsze abyś była szczęśliwa

    ReplyDelete
  25. super że umiesz podejść do tematu racjonalnie, wszystko przemyślałaś i wybrałaś opcję która Cię uszczęśliwia, wiele osób tego nie potrafi i łapie się ,,spontanów,, które mają równie spontaniczne zakończenia ;) grunt to myśleć o tym co jest dla nas najlepsze tu i teraz a nie było dawno temu bo wszystko się zmienia :)

    http://skyler-blu.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. A te spontaniczne zakończenia potem niosą za sobą konsekwencje na całe lata, jak nie do końca życia ;)

      Delete
  26. To Ty musisz decydować, a nie ktoś inny. Jeśli zdanie Ci się zmieniło to nic Twoja decyzja; ) Osiągnęłaś szczyt szczęście więc tu zostań; )

    ReplyDelete
  27. oj moim marzeniem od zawsze jest wyjazd do USA! Zazdroszczę!:)

    ReplyDelete

Every comment is a great motivation for me. Thank you very much :)