Tuesday, May 17, 2016

Matka głupich. Fools' mother.

PL

Mówią, że to nadzieja umiera ostatnia, jednak czy aby na pewno? Czy może to ona znika pierwsza, a za sobą ciągnie całą resztę prosto w kierunku totalnej katastrofy? Więc jak to w końcu jest? Przecież w naprawdę wielu przypadkach, nawet gdy coś ma szansę na może nawet graniczący z cudem rozwój, ale jednak rozwój, w umyśle odzywa się coś, co blokuje wiarę w to, zabija nadzieję na pomyślne zakończenie... Fakty i otaczająca rzeczywistość też nie są pod tym względem 'optymistami', wręcz działają bezlitośnie i bezwzględnie jak sole trzeźwiące. Aż krzyczą: 'Wake up! Obudź się! Przestań żyć złudzeniami!'. Bo jak można ślepo patrzeć w coś wyimaginowanego, skoro fakty mówią same za siebie? Ktoś kiedyś powiedział, że nadzieja matką głupich... Może coś w tym jest, hm? Z jednej strony, jeśli żyjesz nadzieją, żyjesz w kłamstwie, w świecie wyobraźni, wierzysz w coś, co może się wydarzyć, może nie (lepiej zakładać, że nie - mniejsze rozczarowanie po zderzeniu z rzeczywistością), trwasz praktycznie w stanie oderwania, z głową w chmurach... Z drugiej zaś jest to swego rodzaju motor, siła napędowa, motywacja do działania, światełko w tunelu 'A może jednak mi się uda, może będzie dobrze, dam radę' daje lepszą wizję przyszłości, a co za tym idzie poprawia samopoczucie. Tylko potem co? Bolesny upadek na ziemię, płacz i połamane skrzydła, czy bezgraniczna euforia? Opcje są dwie jednak najczęściej niezależne od nas samych... A co kiedy życie sprawi, że stracimy nadzieję już na samym początku? To się wbrew pozorom zdarza wcale nie tak rzadko, naprawdę. Wtedy zaczyna się reakcja łańcuchowa. Wali się wszystko, jedno za drugim, to co wcześniej miało chociaż minimalny sens, teraz przestaje go mieć, cała radość, chęć walki o lepsze po prostu znika. Toruje się prosta droga do katastrofy. Najgorsze jest to, że najczęściej raz zniszczonej, utraconej wiary nie da się już odbudować... Podsumowując opcje są trzy: żyć złudzeniami, skreślić wszystkiego na starcie, albo... Żyć złudzeniami. Los bawi się nami jak zabawką, a my cieszymy się jak głupi do sera.



ENG

They are saying that hope die last, however whether in order to certainly? Whether it's  disappearing  first, and is dragging behind itself the all that mob straight towards the total disaster? So in the end is it? After all in really many cases, even when something is having a chance of the development perhaps even verging on the miraculous, but still a development, in the mind is speaking something what's blocking the faith in it, is killing hope for the successful end... Facts and surrounding reality also aren't 'optimists' in this respect, straight out are acting mercilessly and ruthlessly as smelling salts. As far as are screaming: 'Wake up! Wake up! Stop being living in a fool's paradise! '. Because how is it possible blindly to look into something imaginary, since the facts speak for themselves? Somebody at one time said, that hope is the mother of fools... Perhaps there must be something in it, hmm? From one side, if you are living in hope, you live in the lie, in the world of imagination, you believe in something what can happen, perhaps not (better to establish, that not - smaller disappointment after confronting reality), you last practically in the state of the surrealism, with the head in clouds... On the other whereas it's motor, a kind of the driving force, motivation for action, the light at the end of the tunnel 'and maybe however I'll manage, it will be perhaps well, I will get' it's giving the better vision of the future, and consequently is making feel better. Only then what? Painful fall to the ground, crying and wings broken up, or endless euphoria? Options are two however most often independent of us alone... And what when the life will cause that we'll lose hope at the very beginning? It contrary to appearances is happening not at all rarely, really. Then a chain reaction is beginning.  Everything is bashing, one too second, what earlier had at least a minimal meaning, now is stopping have it, the entire joy, willingness of the fight about better is simply disappearing. A simple way to the disaster. The fact that the once destroyed, lost faith most often won't can be already rebuilt is worst... To sum up options are three: to be living in a fool's paradise, to delete everything from the start, or... To be living in a fool's paradise. The fate is toying with us like with the doll, and we are pleased like an idiot.

No comments:

Post a Comment

Every comment is a great motivation for me. Thank you very much :)